Sonda Hayabusa2 wykonała wyjątkowo bliski przelot obok planetoidy bliskiej Ziemi o nazwie Torifune i odesłała zdjęcia, które zaskoczyły zespół. Najważniejsze okazało się to, że obiekt ma budowę „stykową” i wygląda jak dwa zrośnięte ze sobą fragmenty skał.
Jak bardzo ryzykowny był ten manewr.
Przelot odbył się 5 lipca 2026 roku, a obrazy dotarły następnego dnia rano czasu japońskiego. Jak opisano w artykule Space.com, zanim zespoły naukowe i inżynieryjne podpisały się pod planem, doszło do długich i emocjonalnych dyskusji. W standardowych przelotach sondy mijają planetoidy w odległości rzędu setek kilometrów, ale w tym przypadku taki dystans nie dawałby dobrych ujęć.
Inżynierowie proponowali kolejne warianty coraz bliższego podejścia, aż potwierdzili, że są w stanie zejść do około 1 kilometra od środka celu. Miesiąc przed manewrem padła jednak propozycja zejścia jeszcze bliżej, do 800 metrów. To wzbudziło sprzeciw części naukowców, bo dokładny rozmiar Torifune nie był pewny, a dodatkowo sonda jest już „wiekowa” i ma za sobą intensywną pracę przy wcześniejszej misji.
Co zobaczyliśmy na zdjęciach Torifune.
Nagrodą za ryzyko były obrazy większe i wyraźniejsze, niż zakładano. Największą niespodzianką była forma kontaktowa, czyli sytuacja, w której dwa „płaty” skały połączyły się pod wpływem grawitacji w jeden obiekt. To prosta, ale ważna informacja, bo mówi dużo o historii zderzeń i o tym, jak takie ciała mogą się zachowywać.
Po raz pierwszy tak blisko przy dużej prędkości.
Hayabusa2 była projektowana przede wszystkim do operacji w pobliżu planetoidy, w tym do zawisu i lądowania, a nie do szybkiego przelotu. W trakcie podejścia sonda przestawiła się z naprowadzania z Ziemi na naprowadzanie pokładowe na kilka godzin przed minięciem celu, wykorzystując nowe oprogramowanie wysłane na statek.
Podczas przelotu dane zebrały wszystkie cztery instrumenty naukowe. Kamera termiczna zarejestrowała krótki fragment obrazowania w podczerwieni tuż przed najbliższym podejściem, co niezależnie potwierdziło „dwupłatową” naturę obiektu w emisji cieplnej. Zebrano też pomiary ze spektrometru bliskiej podczerwieni i wysokościomierza laserowego, a zespół podkreśla, że mógł to być pierwszy udany pomiar odległości lidarowej wykonany podczas takiego przelotu.
Dlaczego to ma znaczenie także dla obrony planetarnej.
Choć przelot był elementem rozszerzonej misji, JAXA traktuje go również jako pokaz możliwości szybkiego rozpoznania nieznanego obiektu. W praktyce oznacza to, że w przyszłości można byłoby szybko określić podstawowe cechy planetoidy przed ewentualną misją odchylającą jej tor.
Nie wszystkie dane są już na Ziemi. Najpilniejsza część została przesłana, ale na resztę zespoły mają czekać miesiącami, bo sonda wróciła do lotu w kierunku kolejnych etapów swojej długiej trasy.
Ilustracja została przygotowana z użyciem AI na bazie oryginalnego zdjęcia w celu zachowania spójności wizualnej.
Pełna treść źródłowa: Space.com



