Po uderzeniu asteroidy Chicxulub, które doprowadziło do masowego wymierania, w zapisie kopalnym widać nagły rozkwit grzybów. Nowe analizy warstw skał sugerują, że tuż po katastrofie to właśnie one mogły stać się jednymi z najaktywniejszych „czyścicieli” planety, korzystając z ogromnej ilości obumarłej materii.
Grzyby nazywa się czasem naturą w roli ekipy sprzątającej, bo wiele z nich żywi się rozkładem szczątków roślin i zwierząt. Jak opisano w artykule na ScienceAlert, badacze prześledzili ślady tej aktywności w skałach osadowych z Ameryki Północnej i zobaczyli wyraźny sygnał tuż po granicy, która w geologii wyznacza moment wielkiej zmiany w dziejach Ziemi.
W skałach zapisują się nie tylko kamienie, ale i życie.
Skały osadowe powstają warstwa po warstwie, przez długi czas. To w praktyce oznacza, że mogą przechowywać „kronikę” dawnych warunków środowiska oraz tego, co wtedy dominowało w przyrodzie. W takich warstwach da się znaleźć m.in. pyłki roślin czy zarodniki grzybów.
Kluczowym punktem jest tzw. granica kreda paleogen, czyli warstwa rozpoznawalna dzięki nietypowo wysokiej zawartości irydu, wiązana z uderzeniem Chicxulub. W próbkach z rejonów Denver Basin w Kolorado oraz Williston Basin w Dakocie Północnej naukowcy zauważyli gwałtowny wzrost udziału grzybów właśnie przy tej granicy. „Skok grzybowy” zdefiniowano jako sytuację, w której zarodniki grzybów stanowią co najmniej połowę wszystkich zarodników grzybów i roślin w próbce.
Dlaczego akurat grzyby mogły zyskać przewagę?
Po wielkim wymieraniu obumarła ogromna liczba organizmów, a warunki na powierzchni Ziemi stały się trudniejsze. W takiej sytuacji szczególnie dobrze radzić sobie mogą grzyby rozkładające martwą materię. Autorzy pracy przypuszczają, że zwycięzcami były najpewniej saprotrofy, czyli grzyby żywiące się szczątkami organicznymi.
W osadach złożonych już po samej granicy widać także dłuższy okres podwyższonej aktywności grzybów, co pasuje do obrazu świata chłodniejszego, ciemniejszego i wilgotniejszego. Z czasem, gdy rośliny zaczęły się odbudowywać, proporcje wracały do typowego stanu, w którym materiału roślinnego jest więcej niż śladów grzybów.
To nie była jedna katastrofa, a raczej seria ciosów.
Badacze zwrócili też uwagę na wcześniejszy sygnał wzmożonej aktywności grzybów, widoczny przed samym uderzeniem asteroidy. Łączą go z okresem ochłodzenia oraz nasilonym wulkanizmem w rejonie tzw. pułapek Dekanu. Najprościej mówiąc, wygląda to tak, jakby planeta była „osłabiana” przez długotrwałe erupcje, a dopiero potem dostała kolejny, potężny cios.
Z samych skamieniałych zarodników i fragmentów strzępek nie da się jeszcze z pełną pewnością powiedzieć, czy były to grzyby przypominające pleśnie, grzyby kapeluszowe czy inne formy. Wiadomo jednak, że należały do grupy Ascomycota, czyli workowców. Zwrócono też uwagę na melaninę w zarodnikach, która może działać ochronnie, na przykład przed promieniowaniem.
Co to zmienia w opowieści o odbudowie życia?
Taki „boom grzybowy” podkreśla, że po załamaniu ekosystemów przyroda nie tylko traci, ale też szybko reorganizuje się wokół organizmów, które potrafią wykorzystać nowe warunki. Grzyby mogły przyspieszać rozkład ogromnej ilości martwej materii i domykać obieg składników odżywczych, co sprzyjało późniejszemu powrotowi bardziej złożonych ekosystemów. Autorzy zaznaczają też, że ponieważ grzyby potrafią wywoływać choroby u roślin i zwierząt, podobne epizody ich ekspansji mogą mieć znaczenie dla tempa i kierunku odbudowy życia po globalnych katastrofach.
Ilustracja została przygotowana z użyciem AI na bazie oryginalnego zdjęcia w celu zachowania spójności wizualnej.
Pełna treść źródłowa: Science Alert



