(44) Nysa, jedna z jaśniejszych i większych planetoid pasa głównego, może mieć kształt złożony nie z dwóch, lecz z trzech „sklejonych” części. Nowe obrazy uzyskane z Ziemi są na tyle szczegółowe, że po raz pierwszy pozwalają poważnie rozważać taki scenariusz i sprawdzić go dzięki świeżo odkrytemu księżycowi.
Nysa od dawna intrygowała astronomów, bo wcześniejsze obserwacje sugerowały wydłużony kształt, ale brakowało ostrego „portretu”. Jak opisano w artykule Universe Today, międzynarodowy zespół kierowany przez Kate Minker wykorzystał dwa potężne zestawy instrumentów: SHARK-VIS na Large Binocular Telescope oraz SPHERE ZIMPOL na Very Large Telescope. Kluczowe okazały się optyka adaptacyjna, czyli korygowanie zniekształceń atmosfery, oraz obróbka obrazu nastawiona na wyciąganie subtelnych struktur.
Nowe zdjęcia wyglądają niemal jak ujęcia z sondy.
Na obrazach widać dwie wyraźne doliny biegnące wokół obwodu planetoidy. Zespół interpretuje je jako „szyje” w miejscach, gdzie oddzielne bryły miały osiąść na sobie i pozostać połączone. W takim ujęciu Nysa składałaby się z trzech płatów delikatnie „zespawanych” w jedną całość. Obiekty złożone z dwóch stykających się części już znamy, ale potrójna wersja byłaby czymś nowym.
Nie jest jednak przesądzone, że to na pewno trzy sklejone światy.
Autorzy zostawiają też inną możliwość: Nysa może być pojedynczym ciałem tak mocno poobijanym i wklęsłym, że tylko przypomina układ trzech części. Taki przypadek również byłby wyjątkowy, bo nic znanego nie wygląda w ten sposób. Niezależnie od interpretacji, planetoida wyróżnia się na tle innych.
Nowo odkryty księżyc może rozstrzygnąć spór.
Zespół wypatrzył przy Nysie słaby punkt światła, wydobyty z jej blasku metodami stosowanymi w obserwacjach planet krążących wokół innych gwiazd. To mały satelita o rozmiarze około kilometra, poruszający się w odległości co najmniej 170 kilometrów od planetoidy o średnicy około 75 kilometrów. Obiekt, nazwany S/2026 (44) 1, wykryto niezależnie w dwóch seriach obserwacji.
Najprościej mówiąc, śledząc orbitę księżyca, można wyznaczyć masę Nysy, a z masy i objętości wyliczyć gęstość. A to właśnie gęstość pomaga odróżnić zwartą skałę od luźno „poskładanego” gruzu po dawnych zderzeniach. Możliwe więc, że to nie same zdjęcia, lecz ruch małego towarzysza przesądzi, czym Nysa naprawdę jest.
W tle jest też szersze pytanie o początki planet. Planetoidy typu E, do których należy Nysa, mają powierzchnię bogatą w enstatyt i mogą być pozostałościami z wewnętrznych rejonów młodego Układu Słonecznego albo fragmentami skorupy większych ciał. Zrozumienie, skąd wziął się tak osobliwy kształt Nysy, to kolejny krok do odtwarzania tego, jak materia budowała planety.
Ilustracja została przygotowana z użyciem AI na bazie oryginalnego zdjęcia w celu zachowania spójności wizualnej.
Pełna treść źródłowa: Universe Today



