KOSMOS ODKRYCIA KOSMICZNE

Próbki z Bennu sugerują mieszane pochodzenie asteroidy, możliwy wpływ Jowisza

3 października 20263 min czytania
Udostępnij f in X

Analiza próbek z asteroidy Bennu sugeruje, że jej „rodowód” nie jest tak jednoznaczny, jak sądzono. Badacze opisują, że Bennu nosi ślady materiału typowego zarówno dla wewnętrznych, jak i zewnętrznych rejonów Układu Słonecznego, a za to nietypowe połączenie mógł odpowiadać wczesny wpływ Jowisza.

Jak opisano w artykule Universe Today, wnioski pochodzą z nowej pracy naukowej zespołów z ETH Zurich oraz Lawrence Livermore National Laboratory. Naukowcy przyjrzeli się niewielkiej porcji materiału z Bennu, która trafiła do laboratorium w Zurychu, i skupili się na izotopach, czyli odmianach tych samych pierwiastków różniących się liczbą neutronów. Najprościej mówiąc, w młodym Układzie Słonecznym izotopy działały jak znaczniki pochodzenia, bo pył wokół formującego się Słońca nie mieszał się wszędzie jednakowo.

Dwie „rodziny” planetoid miały być wyraźnie rozdzielone.

Badania meteorytów i innych planetoid wskazywały dotąd na wyraźny podział na dwie grupy. Jedna wiązana jest z wewnętrznym Układem Słonecznym, gdzie powstawały planety skaliste, a druga z chłodniejszymi, bardziej lotnymi rejonami dalej od Słońca. Bennu wcześniej zaliczano do szczególnego typu obiektów z tej drugiej grupy, więc spodziewano się, że jej „podpis izotopowy” będzie spójny z takim pochodzeniem.

Izotopy mówią „zewnętrzny”, ale żelazo mówi coś innego.

W próbkach Bennu izotopy tytanu i chromu pasowały do oczekiwań dla obiektów kojarzonych z dalszymi obszarami Układu Słonecznego. Zaskoczenie pojawiło się przy żelazie: sygnał wyglądał bardziej jak w przypadku materiału z regionów bliżej Słońca. To właśnie ta sprzeczność sprawiła, że Bennu zaczęła wyglądać jak obiekt o mieszanym pochodzeniu.

Jowisz mógł stworzyć kosmiczny korek w pobliżu granicy zamarzania wody.

Autorzy pracy przedstawiają scenariusz, w którym kluczową rolę odgrywa Jowisz. W czasie, gdy Bennu miała się formować, Jowisz był już na tyle masywny, że kształtował otaczający dysk gazu i pyłu, tworząc w nim obszary sprzyjające selektywnemu „filtrowaniu” materiału. W tym ujęciu drobny pył mógł przemieszczać się przez okolice orbity Jowisza w stronę Słońca, ale większe cząstki miały być skuteczniej zatrzymywane dalej na zewnątrz. Dodatkowo w pobliżu znajdowała się tak zwana linia lodu, czyli miejsce, gdzie temperatura spada na tyle, że woda może zamarzać. Zderzenie tych warunków miało sprzyjać powstawaniu zagęszczeń pyłu, które z czasem stawały się zalążkami planetoid.

W takim modelu Bennu mogła narastać warstwowo: materiał z wnętrza dysku mieszał się z pyłem napływającym z zewnętrznych obszarów, co tłumaczyłoby „podwójny” zestaw wskazówek zapisanych w izotopach. Późniejsze przemieszczanie się obiektu w głąb Układu Słonecznego miało ostatecznie doprowadzić do tego, że Bennu stała się planetoidą bliską Ziemi, przy zachowaniu swojej pierwotnej chemii.

Dlaczego to ważne? Ponieważ próbki przywiezione z planetoid potrafią nie tylko potwierdzać wcześniejsze klasyfikacje, ale też ujawniać, że granice między „strefami” narodzin materii w Układzie Słonecznym mogły być mniej ostre, niż wynikało z samych obserwacji i meteorytów spadających na Ziemię.

Ilustracja została przygotowana z użyciem AI na bazie oryginalnego zdjęcia w celu zachowania spójności wizualnej.
Pełna treść źródłowa: Universe Today