SpaceX ma za sobą 13. lot testowy zestawu Super Heavy Starship, który wypadł w większości pomyślnie, choć z wyraźnym zastrzeżeniem po stronie pierwszego stopnia. To ważny krok, bo ta konstrukcja ma stać się jednym z filarów planów NASA dotyczących lądowania astronautów w programie Artemis.
Start poszedł zgodnie z planem, ale nie wszystko wróciło miękko.
Rakieta wystartowała ze Starbase w Teksasie po wcześniejszych komplikacjach: w połowie lipca doszło do przerwania próby w ostatniej chwili z powodu problemów z uruchomieniem części silników, a kolejny termin przesunęła pogoda. Tym razem warunki dopisały i wszystkie 33 silniki Raptor w pierwszym stopniu zadziałały prawidłowo podczas startu.
Po rozdzieleniu stopni Super Heavy wykonał manewry powrotu i schodził do wodowania w Zatoce Meksykańskiej. W fazie ponownego uruchamiania silników pojawił się jednak kłopot: nie wszystkie jednostki wystartowały ponownie, a przy samym kontakcie z wodą pracowała tylko część z nich. Efekt był taki, że wodowanie określono jako „twarde”, czyli z większą prędkością niż oczekiwano. Wersja docelowa zakłada powrót w okolice stanowiska startowego i przechwycenie przez mechaniczne ramiona, ale dla wczesnych lotów tej generacji SpaceX wybiera wodowanie jako bezpieczniejszy wariant.
Górny stopień pokazał, po co ten system jest budowany.
Starship jako drugi stopień wykonał suborbitalny przelot i doleciał do planowanego wodowania na Oceanie Indyjskim. Jak opisano w artykule Spaceflight Now, w trakcie lotu przetestowano też wypuszczenie 20 satelitów Starlink nowej generacji z mechanizmu przypominającego dozownik. Część satelitów miała kamery, które pozwolą ocenić stan osłony termicznej i ogólną kondycję statku.
Pod koniec lotu Starship na krótko ponownie uruchomił silnik w przestrzeni, co ma znaczenie w kontekście przyszłych misji księżycowych. Następnie wszedł w atmosferę w charakterystycznej pozycji „na brzuchu”, po czym obrócił się do pionu i wylądował na wodzie. Zwrócono uwagę, że po raz pierwszy po wodowaniu statek pozostał w całości i unosił się na powierzchni.
Dlaczego NASA patrzy na to szczególnie uważnie.
NASA liczy na odmianę górnego stopnia jako lądownik księżycowy w programie Artemis. Taki scenariusz wymaga wielu startów tankowców i transferu paliwa na orbicie, zanim lądownik poleci w stronę Księżyca. Jednocześnie amerykańska kontrola rządowa w najnowszym raporcie wskazała ryzyka związane m.in. z technologiami zarządzania kriogenicznym paliwem, dalszym rozwojem silników oraz opóźnieniami w kluczowych etapach. W tle są też plany alternatywne z udziałem konkurencyjnego lądownika od Blue Origin.
Ilustracja została przygotowana z użyciem AI na bazie oryginalnego zdjęcia w celu zachowania spójności wizualnej.
Pełna treść źródłowa: Spaceflightnow.Com



