Astronomowie zidentyfikowali układ gwiezdny, który najpewniej stoi za tajemniczymi, powtarzalnymi sygnałami radiowymi obserwowanymi od lat w Drodze Mlecznej. To ważne, bo po ponad dwóch dekadach poszukiwań pojawił się konkretny „winowajca”, a nie tylko lista hipotez.
Jak opisano w artykule, przełom przyniosły obserwacje wykonane australijskim radioteleskopem ASKAP. Zespół badaczy znalazł układ nazwany ASKAP J1745−5051, w którym biały karzeł „zabiera” materię swojej towarzyszce, czerwonej karłowatej gwieździe. Materiał opada na białego karła spiralnie, a cały proces powtarza się w cyklu około 1,4 godziny. Właśnie ta regularność okazała się kluczem.
Dlaczego te sygnały przez lata były tak zagadkowe?
Chodzi o tak zwane długookresowe tranzyjenty radiowe, czyli spójne, spolaryzowane błyski fal radiowych, które wracają w równych odstępach czasu. Najprościej mówiąc, to kosmiczne „mrugnięcia” w radiu, które potrafią trwać od minut do nawet godzin. To coś innego niż szybkie błyski radiowe, które zwykle są bardzo krótkie.
Pierwsze takie zjawisko zauważono w połowie pierwszej dekady XXI wieku i podejrzewano wtedy, że źródłem są magnetary, czyli szczególny typ gwiazd neutronowych o bardzo silnym polu magnetycznym. Z czasem modele zaczęły jednak sugerować, że takie długie, regularne sygnały nie pasują do magnetarów. Coraz poważniej brano więc pod uwagę układy podwójne z białym karłem.
Układ z białym karłem pokazuje mechanizm w praktyce.
W ASKAP J1745−5051 naukowcy widzą nie tylko same sygnały, ale też proces, który może je napędzać. Rozgrzana materia „ściągana” z czerwonego karła ma świecić w promieniach X. Z kolei wybuchy radiowe mają powstawać wtedy, gdy naładowane cząstki i pola magnetyczne obu gwiazd oddziałują ze sobą, tworząc wąsko skierowane impulsy fal radiowych. To w praktyce oznacza, że obserwujemy sygnał nie dlatego, że coś „wybucha” jednorazowo, ale dlatego, że geometria i ruch orbitalny co pewien czas ustawiają układ w sprzyjający sposób.
Ciekawe jest też to, że sygnały radiowe i rentgenowskie nie osiągają maksimum w tym samym momencie. Badacze interpretują to jako wskazówkę, że powstają w różnych rejonach układu, a nie w jednym wspólnym miejscu.
Po co to odkrycie astronomom i co może dać dalej?
Nowy układ jest dla naukowców czymś w rodzaju punktu odniesienia do rozszyfrowania innych podobnych obiektów. Dotąd takich tranzyjentów znaleziono niewiele, a ich pochodzenie bywało niejasne. Teraz pojawia się układ, w którym widać obie gwiazdy i akrecję, czyli opadanie materii na białego karła, a regularność emisji ma potwierdzoną przyczynę.
Zespół zapowiada dalsze obserwacje w różnych zakresach, aby lepiej zrozumieć całą klasę tych zjawisk. Każde kolejne wykrycie ma dołożyć element do większej układanki o tym, jak materia zachowuje się w silnych polach magnetycznych i w intensywnej grawitacji.
Ilustracja została przygotowana z użyciem AI na bazie oryginalnego zdjęcia w celu zachowania spójności wizualnej.
Pełna treść źródłowa: Universe Today



