Coraz częściej o tym, jak wygląda krajobraz USA, decydują nie budowy i wycinka, lecz pożary, huragany i inne „dzikie” zdarzenia. Taki zwrot pokazują wieloletnie obserwacje satelitarne, które pomagają lepiej planować ochronę i przygotowanie społeczności na kolejne zniszczenia.
Jak opisano w artykule NASA Earth Observatory, naukowcy przeanalizowali niemal 35 lat danych z satelitów Landsat, by sprawdzić, co najczęściej „przestawia” amerykański pejzaż. Najprościej mówiąc, chodzi o zaburzenia terenu, czyli sytuacje, w których powierzchnia ziemi zmienia się na tyle, że da się to wykryć na kolejnych zdjęciach z kosmosu.
Jeszcze niedawno to ludzie najczęściej zmieniali mapę.
Przez większość ostatnich dekad dominowały zmiany sterowane przez człowieka, takie jak wyrąb lasów, powiększanie terenów rolniczych czy zabudowa. W badanym okresie duża część kontynentalnych Stanów Zjednoczonych została przynajmniej raz naruszona, a po zliczeniu miejsc zmienianych wielokrotnie skala robi się jeszcze większa. To pokazuje, że krajobraz nie jest „stałym tłem” i potrafi przechodzić serię przemian.
Co ważne, suma zmian powodowanych przez ludzi nadal jest większa niż suma zmian wynikających ze zdarzeń naturalnych. Jednak sam kierunek trendu zaczął się odwracać.
Dzikie zaburzenia rosną, a te sterowane przez ludzi słabną.
Z analizy wynika, że zaburzenia bezpośrednio „ludzkie” z czasem malały. Autorzy wiążą to m.in. ze spadkiem budownictwa, ograniczeniem ekspansji rolnictwa i mniejszą skalą wyrębu, na co mogły wpływać zmiany polityk, postęp technologiczny oraz kryzys finansowy z 2008 roku.
W tym samym czasie coraz większy obszar obejmowały zaburzenia dzikie, takie jak pożary, huragany czy osuwiska. Wzrosła też częstość zjawisk związanych z ogniem, stresem suszowym i silnym wiatrem, co autorzy łączą z ocieplaniem klimatu i innymi czynnikami środowiskowymi. To w praktyce oznacza, że nawet jeśli człowiek mniej „przestawia” teren koparką, coraz częściej robią to procesy, których nie da się zaplanować w kalendarzu inwestycji.
Satelity i uczenie maszynowe pomagają zrozumieć przyczyny.
Dane Landsat są tu kluczowe, bo tworzą długi, spójny zapis zmian powierzchni Ziemi. Naukowcy potraktowali je jak wieloletnią grę w „znajdź różnice”, ale zamiast ręcznie rozstrzygać, czy dana plama to efekt wyrębu czy pożaru, wytrenowali algorytm uczenia maszynowego. Został on „nakarmiony” archiwum danych oraz przykładami zmian sprawdzanymi przez ludzi w dziesiątkach tysięcy lokalizacji, a później potrafił przypisywać prawdopodobne przyczyny zaburzeń z przyzwoitą skutecznością dla większości typów.
Dlaczego to ma znaczenie dla planowania i bezpieczeństwa.
Wnioski z takiego mapowania nie są tylko ciekawostką. Jeśli wiadomo, co i gdzie najczęściej niszczy teren, łatwiej projektować adaptację: od działań ograniczających ryzyko pożarów w okolicy domów po decyzje o tym, jak przygotowywać infrastrukturę na kolejne epizody silnych zjawisk. Autorzy badania sugerują też szerszą zmianę myślenia: zamiast prób pełnej kontroli nad zaburzeniami, potrzebna będzie umiejętność współistnienia z nimi.
Ilustracja została przygotowana z użyciem AI na bazie oryginalnego zdjęcia w celu zachowania spójności wizualnej.
Pełna treść źródłowa: NASA



