Nowe obserwacje JWST potwierdzają, że obiekt RBH-1 to supermasywna czarna dziura wyrzucona z własnej galaktyki i pędząca przez jej zewnętrzne obszary z prędkością około 954 km/s. To rzadki wyjątek od reguły, według której takie czarne dziury zwykle „siedzą” w centrach galaktyk i rosną razem z nimi.
Co właściwie zaobserwowano?
RBH-1 po raz pierwszy opisano w 2023 roku jako jasny układ: galaktyka po jednej stronie, a dalej struktura przypominająca dziób statku. Z przodu widać łukową falę uderzeniową, a za nią długi ślad młodych gwiazd ciągnący się na około 200 000 lat świetlnych. Obiekt znajduje się w odległości odpowiadającej 7,5 mld lat podróży światła.
Dlaczego JWST był kluczowy?
Zespół badaczy użył spektrografu NIRSpec na pokładzie teleskopu Jamesa Webba, by zmierzyć rozkład prędkości w gazie rozgrzanym w fali uderzeniowej. Cała struktura jest lekko pochylona w naszą stronę, co pozwoliło porównać światło z obszaru „przed” i „za” frontem szoku. Zmierzono gwałtowną różnicę prędkości rzędu 600 km/s na bardzo małej przestrzeni oraz układ przesunięć ku błękitowi i ku czerwieni, zgodny z tym, że masywny obiekt tnie otaczający gaz z prędkością około 954 km/s.
Skąd taki „kop” i po co nam ten trop?
Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie to odrzut grawitacyjny po połączeniu dwóch supermasywnych czarnych dziur. Gdy w wyniku zderzenia galaktyk ich centralne czarne dziury zlały się w jedną, niesymetryczne wypromieniowanie energii grawitacyjnej mogło nadać jej potężny „kop”, który wyrzucił ją na obrzeża i dalej, ku przestrzeni międzygalaktycznej. Jak opisano w artykule, RBH-1 jest pierwszym potwierdzonym przypadkiem takiego „uciekiniera”, a jego fala uderzeniowa i ślad gwiazd pomagają rozpoznawać podobne obiekty także w innych galaktykach
Ilustracja została przygotowana z użyciem AI na bazie oryginalnego zdjęcia w celu zachowania spójności wizualnej.
Pełna treść źródłowa: Science Alert



