NASA planuje do 2030 roku umieścić na Księżycu reaktor jądrowy, który ma stać się kluczowym źródłem energii dla przyszłych baz i misji kosmicznych. Decyzja ta ma znaczenie nie tylko technologiczne, ale i geopolityczne – pozwoli USA zyskać przewagę w momencie, gdy Chiny przygotowują się do lądowania pierwszych taikonautów na Srebrnym Globie. Stabilne źródło energii będzie niezbędne nie tylko na Księżycu, ale także podczas przyszłych lotów na Marsa, gdzie panele słoneczne nie wystarczą.
Największym wyzwaniem jest wybór miejsca dla reaktora. Musi on znajdować się blisko złóż lodu wodnego, który w formie uwięzionych w cieniu kraterów zasobów może posłużyć do produkcji tlenu i wodoru. To klucz do stworzenia trwałej obecności człowieka poza Ziemią. Dane z orbiterów wskazują, że takie rezerwy istnieją na biegunach Księżyca, szczególnie na południu, gdzie NASA planuje swoje pierwsze bazy w ramach programu Artemis. Aby potwierdzić dokładne lokalizacje lodu, agencja wykorzysta łazik VIPER, gotowy do badań na powierzchni.
Drugim problemem jest ochrona reaktora przed pyłem księżycowym. Podczas lądowania statków wznoszące się obłoki regolitu mogą niszczyć urządzenia. Historia pokazuje, że już w 1969 roku lądownik Apollo 12 uszkodził elementy misji Surveyor 3 z powodu silnego strumienia pyłu. Nowe, dużo większe lądowniki Artemis wygenerują jeszcze potężniejsze zawirowania. Dlatego reaktor trzeba będzie umieścić w odległości ponad 2 kilometrów od miejsca lądowań albo osłonić go naturalnymi strukturami terenu.
Docelowo NASA planuje budowę specjalnych lądowisk z wykorzystaniem lokalnych materiałów, co zabezpieczy zarówno reaktor, jak i inne elementy bazy. Energia z fuzji jądrowej pozwoli też uruchomić proces budowy samej infrastruktury. To krok niezbędny, aby człowiek mógł na stałe zamieszkać poza Ziemią i przenieść podobne doświadczenia w przyszłości na Marsa.
Źródło: Yahoo News



