Początek wszechświata wciąż jest jedną z największych zagadek nauki. Od lat dominowała teoria inflacji, według której tuż po Wielkim Wybuchu wszechświat rozszerzał się w niezwykle szybkim tempie. Proces ten miał trwać ułamek sekundy i tłumaczyć, dlaczego dzisiaj obserwujemy tak równomierne rozłożenie materii. Jednak badacze z Hiszpanii i Włoch zaproponowali nowy model, który podważa ten pogląd i zamiast inflacji wskazuje na rolę fal grawitacyjnych.
Według ich hipotezy to właśnie fale grawitacyjne, czyli zmarszczki czasoprzestrzeni przewidziane przez Einsteina w 1916 roku, mogły być kluczowym czynnikiem odpowiedzialnym za ukształtowanie struktur kosmicznych. Naukowcy odwołują się do tzw. przestrzeni de Sittera – matematycznego modelu opracowanego jeszcze w latach 20. XX wieku – i twierdzą, że grawitacja oraz mechanika kwantowa mogły wystarczyć, by zainicjować procesy prowadzące do powstania galaktyk, gwiazd i planet.
Choć sama koncepcja fal grawitacyjnych ma już ponad sto lat, ich bezpośrednia detekcja nastąpiła dopiero w 2015 roku dzięki obserwatoriom LIGO w USA. To odkrycie otworzyło nowe możliwości w badaniu kosmosu, a teraz może pomóc lepiej zrozumieć jego początki. Zdaniem autorów nowej pracy kluczowe jest to, że ich teoria nie wymaga dodawania niepotwierdzonych elementów, a opiera się na znanych prawach fizyki.
Oczywiście Wielki Wybuch wciąż pozostaje podstawowym modelem opisującym narodziny wszechświata, ale pytania o to, co działo się wcześniej i jakie procesy dokładnie towarzyszyły pierwszym chwilom, nadal pozostają otwarte. Nowe podejście daje nadzieję, że dzięki kolejnym badaniom uda się zweryfikować rolę fal grawitacyjnych i być może lepiej odpowiedzieć na pytanie, jak naprawdę powstał kosmos.
Być może nigdy nie dowiemy się wszystkiego o narodzinach wszechświata, ale każda próba przybliża nas do zrozumienia jego prawdziwej natury.
Źródło: Universe Today



