Dziesięć lat temu naukowcy po raz pierwszy usłyszeli „drżenie” Wszechświata – odkryto fale grawitacyjne, co potwierdziło kluczowe przewidywanie ogólnej teorii względności Einsteina. Teraz, na jubileusz tej historycznej chwili, zarejestrowano kolejną potężną falę grawitacyjną, która po raz pierwszy bezsprzecznie potwierdziła jedną z najśmielszych teorii Stephena Hawkinga.
Fale grawitacyjne to zmarszczki w czasoprzestrzeni, powstające w wyniku gwałtownych zjawisk, takich jak zderzenia czarnych dziur. Po raz pierwszy wykryto je w 2015 roku dzięki obserwatoriom LIGO w USA. Od tego czasu udało się zarejestrować już ponad 300 takich sygnałów. Najnowsze, niezwykle czułe detektory – LIGO, Virgo i japoński KAGRA – pozwoliły odkryć fale oznaczone jako GW250114.
To wydarzenie było niemal kopią historycznego sygnału GW150914, lecz o wiele wyraźniejszą. „Głośność” sygnału była czterokrotnie większa, co umożliwiło precyzyjniejsze testy praw fizyki. Dzięki temu naukowcy mogli sprawdzić tzw. twierdzenie obszaru Hawkinga, które mówi, że horyzont zdarzeń czarnej dziury nigdy nie może się zmniejszyć.
W praktyce oznacza to, że czarne dziury po połączeniu nie mogą być mniejsze niż suma ich wcześniejszych obszarów – ich powierzchnia musi rosnąć, podobnie jak rośnie entropia w całym Wszechświecie. Najnowsze analizy wykazały pełną zgodność obserwacji z przewidywaniami teorii Hawkinga, potwierdzając ją po raz pierwszy ponad wszelką wątpliwość.
To odkrycie nie tylko uhonorowało dziesięciolecie badań nad falami grawitacyjnymi, ale też pokazało, że zjawiska kosmiczne mogą być najlepszym laboratorium do testowania fundamentalnych praw fizyki. Naukowcy wierzą, że przyszłe detekcje pozwolą sprawdzić jeszcze bardziej egzotyczne teorie, a może nawet rzucić światło na naturę ciemnej materii i energii.
Źródło: Science Alert



