Od ponad pół wieku naukowcy próbują rozwiązać tzw. paradoks Fermiego – pytanie, dlaczego w ogromnym Wszechświecie nie obserwujemy śladów innych cywilizacji. Najnowsza teoria zaproponowana przez Chrisa Reissa i Justina Fenga sugeruje, że zaawansowane cywilizacje mogą istnieć bliżej, niż myślimy – w samym centrum naszej Galaktyki, w pobliżu supermasywnej czarnej dziury Sagittarius A*.
Według badaczy cywilizacje rozwinięte technologicznie mogłyby przenieść się w tzw. „czerwone ramy czasowe” – obszary silnego spowolnienia czasu spowodowanego grawitacją. W takim miejscu czas płynąłby tysiące razy wolniej niż w reszcie galaktyki, a z perspektywy obserwatora z zewnątrz ich rozwój byłby praktycznie niewidoczny. Życie w pobliżu czarnej dziury dawałoby jednak ogromne korzyści: dostęp do niemal nieograniczonej energii, możliwość obserwacji Wszechświata w przyspieszonym tempie oraz przewagę w eksploracji kosmosu.
Autorzy sugerują, że taka „cywilizacja czerwonego przesunięcia” mogłaby należeć do poziomu między typem I a II na skali Kardaszewa – czyli zdolna do kontrolowania energii całej swojej planety, a nawet gwiazdy. Dla nas byłaby praktycznie niewidzialna, co tłumaczyłoby „Wielką Ciszę” w badaniach SETI.
Co więcej, teoria ta wpisuje się w tzw. hipotezę „Ciemnego Lasu”, zgodnie z którą cywilizacje unikają ujawniania swojej obecności, obawiając się potencjalnych zagrożeń. Wzajemna nieufność i różnice w postrzeganiu czasu mogłyby sprawić, że kontakt między nimi byłby niemal niemożliwy.
Jeśli Reiss i Feng mają rację, centrum Drogi Mlecznej może być pełne życia – tyle że w zupełnie innej skali czasu, której nie jesteśmy w stanie dostrzec. A to oznacza, że odpowiedź na pytanie „Gdzie oni są?” może brzmieć: tu, w sercu naszej własnej galaktyki.
Ilustracja została przygotowana z użyciem AI na bazie oryginalnego zdjęcia w celu zachowania spójności wizualnej.
Pełna treść źródłowa: Universe Today



