W odległej o 450 milionów lat świetlnych galaktyce doszło do wyjątkowo jasnego rozbłysku, który ujawnił obecność czarnej dziury budzącej się nagle ze snu, by pochłonąć przelatującą obok gwiazdę. Takie zjawiska nie są rzadkością, jednak w tym przypadku uwagę naukowców przyciągnęła szczególna masa tej czarnej dziury – tak zwana masa pośrednia, której istnienie przez lata pozostawało niemal zagadką.
Czarne dziury zwykle dzielą się na dwa rodzaje: gwiazdowe, mające masę podobną do masy Słońca, oraz supermasywne, które liczą sobie nawet miliardy razy więcej niż nasza gwiazda. Większość obserwacji wskazuje, że czarne dziury o masie pośredniej, od około tysiąca do miliona mas Słońca, praktycznie nie występują. To zagadnienie utrudnia zrozumienie, jak powstają te największe z nich, które znajdują się w centrach galaktyk i stanowią ich grawitacyjne „serca”.
Jednym z nielicznych kandydatów na brakujące ogniwo jest źródło promieniowania rentgenowskiego HLX-1, które od 2009 roku wykazuje bardzo silną emisję promieni X. W 2012 roku jego jasność wzrosła stukrotnie, a następnie zaczęła stopniowo słabnąć. Analiza światła emitowanego przez pochłanianą materię wskazuje, że HLX-1 najprawdopodobniej jest czarną dziurą o masie od tysiąca do dziesięciu tysięcy mas Słońca – za dużą, by być pozostałością po jednej gwieździe, ale za małą na supermasywną.
To odkrycie stanowi ważny krok w zrozumieniu ewolucji czarnych dziur. Nadal jednak nie wiadomo, czy obiekt ten wielokrotnie pochłania materię od jednej gwiazdy, czy była to jednorazowa „uczta”. Dalsze obserwacje pozwolą być może odkryć kolejne brakujące ogniwa i przybliżą nas do rozwiązania jednej z największych zagadek kosmosu – powstawania najpotężniejszych czarnych dziur.
Źródło: Science Alert



