Neurotechnologia dojrzewa szybciej, niż wielu przypuszcza. Od dekoderów myśli po implanty umożliwiające chodzenie – ostatnie lata przyniosły wyniki, które jeszcze niedawno brzmiały jak fantastyka. Naukowcy z Kalifornii pokazali system, który u chorego na ALS przekłada aktywność mózgu na słowa niemal natychmiast, w ułamku sekundy. Z kolei w Szwajcarii stymulacja rdzenia kręgowego pozwoliła kilku sparaliżowanym osobom odzyskać znaczną kontrolę nad ciałem, również nad chodem. Te rozwiązania nie przywracają jeszcze pełnej sprawności, ale coraz częściej zmieniają codzienne życie pacjentów.
Postęp napędza kilka czynników. Miniaturyzacja sprawiła, że elektrody i układy scalone są na tyle małe, by bezpiecznie wszczepiać je w mózg i rdzeń. Lepsze zrozumienie sygnałów nerwowych, połączone z algorytmami sztucznej inteligencji, pozwala czytać i interpretować dane szybciej oraz dokładniej niż kiedykolwiek. Do tego dochodzi fala start-upów, które od końca lat 2000. pozyskały wielomiliardowe finansowanie, dzięki czemu laboratoryjne prototypy coraz częściej trafiają do prób klinicznych.
Najgłośniejszą marką jest Neuralink Elona Muska, która informuje o kolejnych wszczepieniach. Eksperci podchodzą jednak do tych zapowiedzi ostrożnie, bo część komunikatów przypomina marketing bardziej niż medycynę. Nawet krytycy przyznają, że gdy tylko powstaną komercyjne, niezawodne produkty, debata o konsekwencjach może być spóźniona. Tym bardziej że część firm patrzy dalej niż medycyna i mówi o zwiększaniu ludzkich możliwości oraz „współpracy” człowieka z AI.
Wraz z entuzjazmem rośnie więc lista pytań etycznych i prawnych. Chodzi nie tylko o ryzyko operacji czy dostępność terapii, lecz przede wszystkim o prywatność. Dane nerwowe mogą ujawniać nastrój, uwagę, a nawet zamiary, więc ich komercyjne wykorzystanie budzi obawy przed nadużyciami, np. przez pracodawców. Na te wyzwania odpowiada UNESCO, które przyjęło niewiążące rekomendacje regulacyjne, oraz pierwsze przepisy krajowe – pod koniec ubiegłego roku Kalifornia wprowadziła ochronę „danych mózgowych” konsumentów. To dopiero początek, ale kierunek jest jasny: standardy muszą dogonić technologię.
Obraz, który się wyłania, to nie odległa wizja, lecz wczesna rzeczywistość. Neurotech nie zastąpi lekarzy ani rehabilitacji, ale może być ich potężnym sojusznikiem. Jeśli tempo postępów się utrzyma, implanty mózgowo-komputerowe i stymulatory rdzenia staną się częścią rutynowego leczenia wybranych schorzeń, a równolegle konieczne będzie twarde prawo chroniące najbardziej intymne dane człowieka. Materiał AFP/Yahoo zwraca uwagę, że w tej dziedzinie już żyjemy na granicy science fiction – i właśnie dlatego potrzebujemy trzeźwych zasad jej użycia.
Ilustracja została przygotowana z użyciem AI na bazie oryginalnego zdjęcia w celu zachowania spójności wizualnej.
Pełna treść źródłowa: Yahoo News



